piątek, 12 kwietnia 2013

Imagin o Louis'ie cz. 1


Imagin o Louis'ie cz.1 
Mam nadzieję, że Wam się spodoba mój pierwszy imagin. Bardzo prosze o komentarze. Przyjmę wszelką krytykę i postaram się poprawiać to co Wam się nie podoba. 
______________________________________________________________________________

Wstałam około 6:40 byłam jak zwykle pierwsza, więc postanowiłam zejść na dół i zrobić śniadanie. Zrobiłam kanapki z serem. Wzięłam kilka na talerz, a dla reszty postawiłam na stole w jadalni. Poszłam przed telewizor i włączyłam wiadomości. Zobaczyłam, że reporterka mówi coś o One Direction, więc trochę podgłośniłam.



-Sławni na całym świecie chłopcy z zespołu One Direction właśnie kończą swoją trasę koncertową TAKE ME HOME.
Ucieszyłam się, bo to mój ulubiony boysband. Nie tylko dlatego było mi wesoło, byłam szczęśliwa też dlatego, że ostatni ich koncert jest dzisiaj, a ja i moja przyjaciółka [IP] mamy bilety. Co prawda są w drugim rzędzie, ale i tak się cieszymy. Po godzinie na dół zeszła moja mama i Marco mój młodszy wkurzający brat. To trochę denerwujące, że 19-latka mieszka z rodzicami i bratem. No ale cóż trzeba jakoś sobie radzić dopóki nie ma się kasy na własne mieszkanie. Jedynym plusem jest świadomość, że spacerując po Londynie mogę natknąć się na One Direction. To było by spełnienie moich najskrytszych marzeń.
-[TI]... kochanie. Jest przecież sobota, a ty znowu wstałaś wcześniej niż ja. Mogłaś się wyspać.
- Nie mogłam spać prawie całą noc. Przecież wiesz jak długo czekałam na ten dzień. Dzisiaj jest koncert. Więc nawet Marco mi nie zepsuje tego dnia.
Naszą bardzo krótką rozmowę przerwał mój telefon, który od razu poznałam po dzwonku Live While We're Young. Poszłam do pokoju i od razu odebrałam.
-[TI] Hej mam nadzieję, że Cię nie obudziłam.
- Hej [IP]. Nie obudziłaś mnie. A co?
- Chciałam tylko zapytać czy pamiętasz, że dzisiaj koncert?
- Ty sobie żartujesz?! Ja miałam zapomnieć o koncercie 1D? Jeszcze czego.- zaśmiałam się
- To, o której się spotykamy?
- Koncert jest na 20. To tak mniej więcej o 19:00 przed moim domem, okej?
- Jasne, spoko. A pójdziesz ze mną na zakupy przed koncertem?
- Spoko. A o której?
- O 11.
- Ok, do zobaczenia.
- Okej pa.
Rozłączyłam się i poszłam na dół do mamy.
- Idę dzisiaj z [IP] połazić po sklepach.
- Dobrze, ale postaraj się wrócić przed 16.
-Okej. Spróbuje wrócić w jednym kawałku- zażartowałam.
Pobiegłam do mojego pokoju skacząc co 2 schodki. Umyłam się, ubrałam, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż. Spakowałam do torebki telefon, portfel i okulary. To wszystko zajęło mi trochę czasu, ale jednak zdążyłam na autobus jadący pod dom mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyła mi jej mama.
- Dzień dobry, jest [IP]?
- Tak już ją wołam. Wejdź.
Czekałam w holu, bo nie chciało mi się zdejmować butów.
- Hej [TI]-powiedziała i przywitałyśmy się.
-Cześć, idziemy?
Pokiwała głową, włożyła buty i poszłyśmy. Gdy dotarłyśmy na przystanek autobus akurat przyjechał. Wsiadłyśmy i skasowałyśmy bilety. Przez całą chociaż krótką podróż cały czas gadałyśmy... o wszystkim.
Zakupy robiłyśmy około 2-3 godziny. Później zaszłyśmy do naszej ulubionej kawiarenki "Sowel".
- W co ubierasz się na koncert?-zagadnęła po krótkiej ciszy.
- Pamiętasz tą extra brokatową sukienkę?
- Tą na ramiączkach, z paskiem?
- No, to w nią. Pod spód założę jeszcze krótkie czarne spodenki i baleriny w czarne serca.
- Cool. Ja zakładam bluzkę w kwiatki na ramiączkach, krótkie spodenki i trampki.
Gadałyśmy tak jeszcze jakiś czas. W końcu spojrzałam na zegarek była 15:30. Zapłaciłyśmy i pobiegłyśmy na autobus. Jak dojechałam do domu była 15:55. Wbiegłam do domu i zdjęłam buty. Poszłam do pokoju. Położyłam się na moim miękkim łóżku i przysnęłam. Jak wstałam zobaczyłam, że jest 18. Zaczęłam się przygotowywać. Weszłam do łazienki, umyłam się, wysuszyłam włosy i przebrałam się. Zrobiłam jeszcze pasujący makijaż i zeszłam na dół. Długo czekać nie musiałam, bo po 5 minutach [IP] zadzwoniła dzwonkiem. Krzyknęłam do mamy, że już idę. Włożyłam buty i wyszłam z domu. Tam czekała na mnie moja przyjaciółka. Razem poszłyśmy na autobus. Przed miejscem gdzie miał odbyć się koncert byłyśmy około 19:40. Przez 20 minut zdążyłyśmy zająć miejsca i wtedy zaczęło spełniać się moje marzenie. Chłopaki zaśpiewali: Live while we're young, Little things, They don't know about us, Last first kiss, Rock me, Kiss you, C'mon C'mon, Over again, Irresistible i Back for you. Szkoda nam było, że koncert się skończył, ale miałyśmy wejściówki VIP. Wchodząc za kulisy ktoś na mnie wpadł, oczywiście przewróciłam się. Przyjaciółka pomogła mi wstać. Podniosłam wzrok, żeby zobaczyć kto był taką niezdarą. Wtedy po prostu zaniemówiłam, bo przede mną stał nie kto inny tylko...Louis Tomlinson.
- Przepraszam... Nic Ci się nie stało?- złapał mnie pod ramie, bo ze zdziwienia zaraz bym upadła.
- Nie, nic mi nie jest.- odpowiedziałam po chwili.- Mogę twój autograf?
- Jasne, oczywiście.- odpowiedział po czym podpisał mi się na zdjęciu, które przyniosłam
- Jestem Louis... A wy jak macie na imię?- zapytał chłopak
- Ja jestem [TI], a to jest [IP].- przywitaliśmy się.
- A jak myślisz będę mogła też dostać autografy innych chłopaków?
- Pewnie tak.
Wtedy ktoś podszedł i powiedział, że Louis ma zaraz spotkanie z fanami, którzy mieli wejściówki VIP.
- Możemy iść z tobą? Bo mamy vip-a, ale nie mamy pojęcia gdzie mamy iść?- zapytałam nieśmiało.
- No jasne, chodźcie. Zaprowadzę Was.
Szliśmy długim jasnym korytarzem i cały czas albo gadałyśmy z Louisem albo ja przyglądałam się jemu.
- Co mi się tak przyglądasz? Mam coś na twarzy.
- Nie, nie o to chodzi.
- To o co?
- Tylko nadal nie mogę uwierzyć, że spełniło się moje marzenie.
- Jakie marzenie?- brnął dalej w ten temat
- No... chociażby to, że teraz z tobą rozmawiam albo to, że dałeś mi autograf albo to, że chłopaki też może dadzą mi autografy. Po prostu nie mogę w to wszystko uwierzyć.
- No to uwierz, bo to się dzieje naprawdę. Tak jak to...- po tych słowach pocałował mnie w policzek, włożył jakąś karteczkę w rękę i szepnął tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć:
- Spójrz na to co Ci dałem, ale dopiero w domu i zdecyduj czy chcesz.
- Daleko jeszcze?- spytała[IP]. Po czym Lou odsunął się ode mnie i otworzył jakieś drzwi.
Gdy weszliśmy Louis gdzieś zniknął. Usiadłyśmy w pierwszym rzędzie, gdzie na nasze szczęście, były dwa wolne miejsca. Czekałyśmy jeszcze ze 2 minuty i wtedy weszli 1D i inni ludzie. Ja patrzyłam cały czas na Louis'a. Taka jakby konferencja trwała ze 2 godziny. Ucieszyło mnie to, że Tomlinson patrzył cały czas na mnie. Jak skończyło  wszystko się, poszłyśmy na autobus. Po cichu weszłam do domu i skierowałam się do pokoju. Wtedy przypomniałam sobie o karteczce od Louis'a. Wyjęłam ją i przeczytałam po cichu rząd cyferek. Później spojrzałam na napis pod spodem głosił on: To jest mój numer telefonu. Jak będziesz chciała to zadzwoń. Nie ważne kiedy i tak zawsze odbiorę xx. - Louis TO BE CONTINUED...






Mrs. Horan Tomlinson





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz